Kontakt

Maja Marciniak
Tarnowo Podgórne

maja@mimiphotography.pl
telefon 660 586 125
facebook.com/mimiphotographypl
www.mimiphotography.pl

O mnie

"Zapominamy to, co chcemy pamiętać, a pamiętamy to, o czym chcielibyśmy zapomnieć." - Cormac McCarthy

Dlatego robię zdjęcia?
Bo zachwyca mnie wszystko inaczej
od czasu gdy jestem Mamą.
Widzę więcej. Inaczej. Lepiej.

Lubię myśleć, że utrwalam Dziewczynce wspomnienia. Rejestrować to co widzi i to o czym być może zapomni...

Bo jestem pewna, że chciałaby pamiętać o tym wszystkim co widzieliśmy. I jaka była cudna. Jeśli Ty także pragniesz zachować dziecku wspomnienia w formie zdjęć, zapraszam!

Maja Marciniak
8 listopada 2011
Gdy dziecko jest małe, problemów jest mniej.
To tak na początek, takim stwierdzeniem muszę zacząć. Bo po 2,5 roku bycia mamą, wiem już że każdy kto ma starsze dziecko i tak mówi ma rację.
Dzisiaj o zakupach. Dla potwierdzenia tezy.

Na przykład takie niemowlę.
Z poziomu fotelika samochodowego, jakoś niespecjalnie ma możliwość łapania czegokolwiek z półek. Zadowolony jedzie i szczęsliwy podziwia to co uda mu sie kolorowego dojrzeć;)
Roczniak korzystajacy z nowo nabytej umiejętności chodzenia raz po raz próbuje ze sklepu cos wynieść. Co zresztą Dziewczynce prawie się kiedyś udało. Prawie, bo przy kasie ją złapali;) Ale to jeszcze 'niegroźne'.

I dwulatek. Akcja nr 1 i narazie ostatnia rozegrała się na oczach kilku zdegustowanych pań, które to obserwowały leżącą na ziemi Dziewczynke i nieczułą matkę, która nie zwracała uwagi na bunt dziecka. I oczywiscie probowałam przytulić w imię dobrych zasad stosowanych w domu, odwrócić uwagę, wyciszyć. Nie podziałało. Za chwilę przeszło i od wielu miesięcy jest dobrze.
Ale mimo to zawsze przechodząc obok działu z zabawkami lekkie poddenerwowanie jest;)

Dla tych którym ten stan nie jest obcy polecam "Basię i pieniądze" Zofii Staneckiej i Marianny Oklejak.
Jeśli będziecie mieć to szczęście co ja, że Basia stanie się ulubienicą to argumenty z książeczki na pewno zadziałają.

Mama zabiera potomstwo na zakupy, podczas nieobecności taty. Oczywiście dzieci w sklepie uciekają, zatrzymują się przy koszach z laleczkami i autami i żądają zakupu. Mama tłumaczy, ze jeśli kupią zbędne rzeczy, nie starczy im pieniędzy na jedzenie. Dzieci jednak nie widzą problemu w tym by udać się do bankomatu, który rozdaje pieniądze. Życiowe prawda? ;)

Bardzo madra rozmowa rodzica z dziećmi. Sprawdźcie sami.
I pomysł. Bo zamiast kolejnej zbędnej zabawki, można zaproponować coś co wspólnie wykorzystamy po powrocie. Farby, plastelinę (tak jak mama Basi), czy ciasteczka na przyjęcie dla misiów.

A może Wy macie jakieś sprawdzone sposoby radzenia sobie z wypadkami sklepowymi?